Sunday, April 22, 2012

Joński, dlaczego pada śnieg?

Autor: Tomek Skupieński Grudzień - 30 - 2010
  • Fan Page:
  • Post:
  • Tweet
  • Fan Page:
  • Post:
  • Tweet

Czy Hanna Zdanowska ma fotoszopowy wizerunek i unikała debat? Czy Paweł Bliźniuk umawia się sam ze sobą? Czy Bartosz Domaszewicz powinien czuć dyskomfort? Czy Włodzimierz Tomaszewski rozliczy kampanię? Co robili członkowie Platformy gdy Dariusz Joński walczył ze śniegiem? Na te i inne pytania odpowiada Jarosław Berger, szef sztabu Dariusza Jońskiego w kampanii samorządowej 2010.

Jak organizacyjnie podzielony był sztab?
Stworzyliśmy taki system organizacyjny kampanii, gdzie sferą kreacji i pomysłów zajmowali się wynajęci fachowcy. Oni zgłaszali pomysły, następnie konsultowaliśmy je ze sztabem i wspólnie decydowaliśmy. Za wszystkie decyzje pełną odpowiedzialność ponosiłem ja. W skład sztabu wchodziły także osoby odpowiedzialne za kontakty z organizacjami pozarządowymi, za kontakty z SLD i innymi ugrupowaniami, sprawy finansowe oraz rzecznik prasowy pełniący także funkcję sekretarza sztabu. Oprócz tego byli koledzy odpowiedzialni za duże i mniejsze spotkania kandydata oraz osoba od outdooru.

Mieliście dużo wolontariuszy czy oparliście się na młodzieżówce?
Oparliśmy się głównie na własnych siłach. Do partii, która ma 40% poparcia wolontariusze ustawiają się nawet w kolejkach. U nas, przy poparciu rzędu kilkunastu procent, chętnych było mniej, ale jakoś sobie poradziliśmy. Dużo lepiej pod tym względem było podczas referendum, które było bardziej ruchem społecznym niż kampanią polityczną, stąd więcej było szczególnie młodych ludzi. Mam nadzieję, że w kolejnej kampanii ta młodzież powróci i będzie z nami pracować.

W referendum udział wzięło więcej ludzi niż podczas drugiej tury wyborów. Jak to się stało, że udało się państwu wtedy przekonać tak wielu ludzi do udziału w referendum a teraz do drugiej tury poszło znacznie mniej osób, które w dodatku nie zagłosowały na Dariusza Jońskiego?
Przyczyny są dwie. Po pierwsze Polacy generalnie chętniej mówią „nie”. Kampania przeciw Kropiwnickiemu, chociaż przewrotnie nazwaliśmy ją „Tak dla Łodzi” bo chodziło o zaznaczenie „tak” za odwołaniem, to jednak było to powiedzenie „nie” człowiekowi bezradnemu w kwestii zarządzania miastem. Po drugie, w wyborach już w pierwszej turze zagłosowało mało ludzi. Wynikało to chyba z tego, że wielu łodzian było zdezorientowanych -nie wiedziało o co chodzi Platformie Obywatelskiej w tej kampanii. Czy PO rządzi, czy jest w opozycji, czy rządziła z Kropiwnickim czy nie? Wielu moich znajomych o poglądach prawicowych i centroprawicowych pytało mnie „o co tu chodzi, wy z nimi rządzicie a teraz konkurujecie ze sobą w kampanii?”. Jeśli popatrzymy targetowo na osoby, które brały udział w głosowaniu, to po raz kolejny odsetek wykształconych był niewielki, czyli doszło do zniechęcenia i zdezorientowania. A druga tura była już kompletnie niezrozumiała, bo Platforma Obywatelska atakowała samą siebie.

Może powinniście byli pomóc wyborcom i bardziej zaatakować Hannę Zdanowską, wyjaśniając wątpliwości? Zaatakować można było na wielu płaszczyznach.
Ale jak mogliśmy zaatakować Hannę Zdanowską skoro, jej nie było, została ukryta? My mogliśmy rywalizować tylko z billboardem.

Czyli Pan potwierdza teorię, że Hanna Zdanowska unikała debat?
Ja myślę, że jej doradcy, bardzo słusznie, nie zezwolili na debaty. Były umówione 4 debaty, odbyła się jedna, w której Dariusz Joński znokautował Hannę Zdanowską. Gdyby faktycznie odbyły się 4 debaty, zapewne frekwencja i wynik wyborów byłyby nieco inne.

Paweł Bliźniuk twierdzi, że byliście umówieni na jedną debatę.
To pan Paweł Bliźniuk się chyba ze sobą umawiał. Były debaty umówione w Toya, Radiu Łódź, w TVP, na Uniwersytecie. Z tych 4 debat odbyła się jedna, która kończyła się na 4h przed ciszą wyborczą, trochę za późno.

No tak, to był z punktu widzenia Platformy dobrze wybrany termin. A jak było z udziałem Dariusza Jońskiego w debatach przed pierwszą turą? Wasz kandydat opuścił debatę z NGO’sami.
Ta debata była zaplanowana na 2 godziny, kandydatów było 12, omawianych miało być kilka bloków tematycznych. Proszę sobie wyobrazić jaki efekt ma taka debata dla widza. Czym można bardzo wyraźnie przyciągnąć uwagę albo zaszokować? Przy tak wielu i tak obszernych tematach, w dodatku trudnych do zrozumienia dla przeciętnego odbiorcy, trudno jest dyskutować. Ale przede wszystkim mieliśmy już umówione wcześniej inne ważne spotkanie. To była moja decyzja, wiem, że byliśmy później za to mocno atakowani, również przez media, ale gdybym miał decydować jeszcze raz, zdecydowałbym podobnie.

Udział w takiej debacie gdzie jest kilkunastu kandydatów, każdy ma po kilka minut, nie pozwoliłby Dariuszowi Jońskiemu przedstawić swoich atutów, do których należy między innymi młodzieńcza energia.
Dlatego czekaliśmy na debaty w drugiej turze. One miały się odbyć. Pani redaktor Elżbieta Grzeszczuk umawiała taką debatę w ramach prowadzonego przez siebie programu Telewizji Toya, podobnie pani redaktor Monika Czerska umawiała nas w Radiu Łódź. To są fakty, były wysłane zaproszenia, które zostały przyjęte, po czym następowały odmowy, bo sztab pani Zdanowskiej twierdził, że nie będą brali udziału w debatach. Ale ja się im naprawdę nie dziwię. Dariusz Joński nie tylko jest dobrym mówcą. Ma także wizję i program. W przypadku konkurentki w takiej bezpośredniej rozmowie wynik potyczki byłby przesądzony. Było wiadomo, że udział w debacie oznacza kolejny punkt niżej dla pani Hanny Zdanowskiej. Dlatego się nie zgodzili na debatę.

Dlaczego nie spróbowaliście organizować chociaż konferencji prasowych o bardziej ofensywnym charakterze? Dariusz Joński skoncentrował się na kampanii pozytywnej spotkaniach z wyborcami, door-to-door, a wiadomo było przecież, że należy użyć kampanii negatywnej i odbierać głosy Hannie Zdanowskiej.
Nie było jeszcze w historii kampanii wyborczych bez negatywnych elementów i u nas też się one znalazły. Natomiast uważaliśmy, że skoro przez 10 miesięcy dwa ugrupowania odpowiadają za miasto dzieląc się zakresem obowiązków, a współpraca w Radzie Miejskiej mimo trudnych momentów jest dobra, to nie możemy atakować koalicjanta. Przecież Hanna Zdanowska kandydowała z tego samego ugrupowania, z którego wywodzi się Tomasz Sadzyński. Do ostatnich dni Sadzyński i Joński współpracowali, tak że my nie mogliśmy zaatakować, to by było nieczytelne dla naszych wyborców. Zadaliśmy sobie poza tym pytanie jak długo jeszcze łodzianie, szczególnie w kontekście tragedii w biurze PiS, chcą słuchać ataków. Dariusz Joński natomiast był atakowany, to była wręcz dzika nagonka, związana ze śniegiem. Tylko w Łodzi śnieg sparaliżował miasto? We Wrocławiu, Krakowie nie? Dariusz Joński nie mógł powiedzieć, że to nie jego śnieg. Już nie będąc Wiceprezydentem, w nocy z niedzieli na poniedziałek, bo wtedy zaczęła się akcja, Joński czuł się odpowiedzialny i siedział w ZDiT, a koledzy z Platformy siedzieli na forach internetowych i pisali „Joński dlaczego pada śnieg?”. Pan radny Domaszewicz powołał specjalną komisję. Ja jestem bardzo ciekaw sprawozdania, zwłaszcza w kontekście ostatnich opadów. My zachowaliśmy do końca merytoryczny, spokojny ton, spotykając się z dzikim atakiem. Emanacją tego było powołanie specjalnej komisji. W dodatku na czele komisji stanął rzecznik kampanii Hanny Zdanowskiej, Pan radny Domaszewicz. Spytałem go na posiedzeniu komisji, czy nie czuje dysonansu, dyskomfortu. Powiedział, że nie, to wyszedłem, bo ja dyskomfort odczuwałem.

A Dariusz Joński osiągnął dobry wynik czy zły wynik?
Wynik był co najmniej podtrzymujący rezultat z 2006 roku. Przypomnę poparcie dla ugrupowań wtedy LiD miał 15-17%, a w tej chwili SLD miało 12-15%. Joński wszedł jednak do drugiej tury, a Makowski nie, to jest różnica. I co się stało w drugiej turze? Przeciwko Jońskiemu wystąpili wszyscy. Poparcie prof. Janowskiej nie miało absolutnie żadnego znaczenia, co pokazały wyniki głosowania, gdzie zdecydowana większość jej wyborców poszła głosować na konkurentkę. W wymiarze typowo sportowym wynik 40%-60% jest porażką, ale w wymiarze Joński z SLD, kontra reszta – wynik 40%-60% – w kontekście wyborów parlamentarnych – to wynik bardzo dobry.

Wynik Dariusza Jońskiego znacznie przekracza notowania SLD w kraju. Można tutaj dywagować czy nie zadecydowało o tym podzielenie prawicowego elektoratu na Waszczykowskiego i Tomaszewskiego.
Z prostej arytmetyki, jeśli pan doliczy wyniki obu panów to wychodzi 33-34%, natomiast Joński z Janowską ma 30%.

Mogło by się to potoczyć inaczej.
Uważam, że tak właśnie powinno być w Łodzi -3 poważne kandydatury i stojące za nimi organizacje. W Łodzi PSL nie ma dużego znaczenia. Lewica, prawica… tylko czym jest Platforma -powstaje pytanie -poza tym że jest Platformą? Myślę, że przy mniejszej ilości kandydatów nawet frekwencja byłaby lepsza.

A czyja kampania podobała się panu najbardziej? Jakie elementy na plus i na minus by pan wskazał?
Bardzo podobała mi się kampanią Platformy Obywatelskiej, która polegała, na wywieszeniu billboardów. Jeszcze takiej kampanii nie widziałem i to chyba pierwsza w dziejach świata i…ostatnia. Skoro opieramy swój wybór na billboardach, to równie dobrze można zagłosować na „Intimissimi”. Też teraz mają bardzo ładne reklamy. Kampania PiS-u była zdeterminowana przez tragedię, a wypowiedź pana ministra Waszczykowskiego, taka dosyć mrożąca -”nie zabijajcie nas” -w zasadzie całą kampanię zamknęła. Przekaz skierowany był do żelaznego elektoratu.

Miałem wrażenie, że kampania Waszczykowskiego prowadzona była już pod kątem wyborów parlamentarnych.
Zdecydowanie się z panem zgadzam. Pan Waszczykowski liczył na więcej, ale pewnie pan Tomaszewski tak samo. W perspektywie wyborów parlamentarnych myślę, że pan Waszczykowski nie jest bez szans, to dobry kandydat PiS. Kampania pana Tomaszewskiego natomiast była bardzo kosztowna i ciekaw jestem, z jakich środków była finansowana. Wstępnie liczyliśmy, że same billboardy mogły kosztować około 250 tys. zł, a jeszcze spoty i ich emisja… Pani profesor Janowska -myślę, że skupiła wokół siebie tylu wyborców, ilu jest nią rzeczywiście zainteresowanych. Ja jej dawałem 6-8% i chyba się nie pomyliłem. Pani profesor liczyła na kilkanaście procent, ale widać było brak funduszy w tej kampanii. Pani profesor w pierwszej turze odebrała nam głosy, a potem wcale ich nie dodała.

Z jakich elementów kampanii Dariusza Jońskiego jest Pan najbardziej zadowolony? Mnie się bardzo podobała akcja z wieszaniem podobizn na latarniach i słupach przy drogach.
Tak, tzw. hipki były zupełnie nowym narzędziem komunikacji. Mieliśmy młodego kandydata, którego jeszcze rok temu nie znał prawie nikt, który reprezentował partię, która jeszcze rok temu mającą w Łodzi 8% poparcia. Podstawowym celem było więc zainteresować łodzian. Postawiliśmy więc na różnorodność. Postanowiliśmy stworzyć markę, czyli oprzeć się na kampanii wizerunkowej. Uśmiechnięty Dariusz Joński i kawa, oranżada, zupa -wszystko to dobrze się kojarzy. A z hipkami to w ogóle zaryzykowaliśmy i zamówiliśmy je przed drugą turą, kiedy nie mieliśmy jeszcze pewności, czy nasz kandydat do niej wejdzie. Hipki były sympatyczne, oczywiście wzbudzały emocje, ale każdy dobry nośnik budzi emocje. Odnośnie ulotek i plakatów to się nie wypowiadam, bo każdy je robi, i robi takie same. Billboard był ciekawy -myślę o tym drugim billboardzie. Był inny, ale trudno żeby Darek startował w konkursie piękności. Tutaj jednak fotoszopowy wizerunek konkurentki nie dał nam szans. Nasz billboard, jak się okazało, był dość kontrowersyjny, bo nawet pan Rozenkowski napisał, że chcemy zniszczyć pamięć o Łodzi. Poza tym w ogóle nie podobały mi się billboardy, jako środek przekazu informacji, ponieważ były ich w mieście setki. Ja w ogóle uważam, że nie powinno się opierać na billboardach, bo wtedy wychodzi na to, że kto ma ich więcej, to wygrywa. Billboardy to często połowa budżetu kampanii, te środki można by wydać w sposób bardziej pożyteczny.

Mnie jakoś bardziej podobał się ten pierwszy billboard z Dariuszem Jońskim na białym tle. Ten drugi był mniej czytelny.
W drugim billboardzie chodziło o przykucie uwagi. Nie mogliśmy pozwolić, aby Dariusz Joński wyglądał tak samo jak Hanna Zdanowska czy Włodzimierz Tomaszewski. Pozostałoby nam wtedy tylko hasło. Jeśli nie wyróżnilibyśmy się billboardem, hasłem też nie, to czym? Nam chodziło o podkreślenie inności Dariusza Jońskiego, odwagi, dynamiki -ciężko to przekazać w formie billboardu. Mam nadzieję, że w kolejnej kampanii będzie mniej billboardów, a więcej innych form komunikacji.

Jaka była główna przyczyna porażki Dariusza Jońskiego?
Najważniejsza przyczyna to nagonka śniegowa. Ona spowodowała, że ten dobry, prawdziwy wizerunek Dariusza Jońskiego został mocno nadszarpnięty. Sprawa druga to brak poparcia jakiegokolwiek innego ugrupowania. Wyborca gdzieś wędruje. W przypadku PiS-u zdezorientowany, ale jednak prawicowy elektorat, pozostał obojętny, w drugiej turze podzielił się w stosunku 60-40. Jeśli jesteśmy partią o poparciu kilkunastu procent to nie da się zdobyć ponad 50% bez poparcia innej formacji politycznej. Gdyby PiS lub Tomaszewski nas poparli, wynik byłby zupełnie inny. Także reasumując, głównym powodem porażki były nieskuteczne rozmowy polityczne i dzika nagonka na naszego kandydata.

Jakie są Państwa plany na przyszłość? Wiem, że został powołany gabinet cieni.
Ta kadencja dopiero się rozpoczyna i od razu rozpoczyna się od kondolencji dla osoby żyjącej (sprawa kondolencji dla rodziny zmarłego Konsula Honorowego Republiki Francuskiej Andrzeja Jagielskiego, który żyje, a zmarła jego matka – przyp. TS), także nie najlepiej. W mojej ocenie nie ma lepszego dla Łodzi rozwiązania niż stabilne rządy dwóch ugrupowań politycznych i taka próba była podjęta przez nas i PO przez ostatnie 10 miesięcy i szło to w dobrą stronę. Co w opozycji? Zobaczymy skąd wezmą się pieniądze na wszystkie obietnice. Darek Joński pokazał, że potrafi zarządzać miastem, a przynajmniej jego częścią. Platforma zdecydowała, że chce rządzić sama. Wprawdzie została zawarta koalicja z PiS, poseł Jagiełło powiesił nawet na tablicy PO plakat i uznano to za przełomową koalicję dla Łodzi. Dziwaczne to, bo PO i PiS rządzili kiedyś razem z Kropiwnickim. My będziemy się im przyglądać, szczególnie do wyborów parlamentarnych. Jest duże prawdopodobieństwo, że Darek Joński może być wtedy liderem listy i będziemy dalej przekonywać do siebie wyborców takimi samymi środkami, a więc marketingiem bezpośrednim, dyżurami, telefonami, byciem tam, gdzie jesteśmy potrzebni ludziom.

Wywiad przeprowadzony 27.12.2010.

=====
Zapraszam na mój video blog na YouTube

=====
Bądź na bieżąco! Śledź Fan Page:

====
Podobał Ci się post? Podziel się nim ze znajomymi:

2 Responses to “Joński, dlaczego pada śnieg?”

  1. Joński kawą mnie nie przekonał « Marketing Polityczny pisze:

    [...] także do przeczytania wywiadu z Jarosławem Bergerem, szefem kampanii Dariusza [...]

    Odpowiedz
  2. [...] Dariusz Joński i Krzysztof Makowski bardzo dobrze komunikują się z Łodzianami. Dariusz Joński wytrwale i systematycznie pracuje na swój wizerunek, a marketing społeczny Krzysztofa Makowskiego już na stałe wpisał się w łódzki krajobraz. [...]

    Odpowiedz

Leave a Reply